Przejdź do głównej zawartości

Matką być

Od jakiegoś czasu, moje dzieci na zmianę , lub jedno po drugim , chorują . Ponieważ moim głównym zawodem, od kilku już lat, jest zawód szumnie zwany MAMA, nie pozostaje mi nic innego jak siedzieć z nimi i trwać przy nich w tej ciężkiej sytuacji. Ciężkiej nie tylko dla nich ,ale również dla nas, rodziców. Zresztą według niektórych osób, nie powinnam mieć innych zainteresowań jak dzieci i dom, więc w czym problem?
Ale wracając do mojego zawodu….,w sumie nie tylko mojego ,bo MAM znam bardzo dużo a jeszcze więcej nie znam i nigdy nie poznam, ale podejrzewam ,że jest też grupa takich jak ja, które próbują połączyć wszystko do kupy i stosują wielozadaniowość. Proszę nie mylić tego z Perfect Housewife , bo do perfekcyjności jest mi baaardzo daleko. Albo gotuje, albo sprzątam. Nie umiem robić tego wszystkiego jednocześnie. Dla mnie wielozadaniowość, kojarzy się bardziej z próbą bycia dobrą mamą i próbą stworzenia czegoś swojego.
Zawodów, których się wyuczyłam i czasami w nich pracuje jest kilka. Jeden, który dominuje, skłonił mnie, kilka lat temu, do założenia własnej działalności. Wszystko było by super, gdyby nie fakt, że jak się już zdecydowałam na jakąś ścieżkę zawodową i zaczęło mi się podobać zarabianie pieniędzy, zaszłam w ciążę. Szczęśliwa byłam bardzo. Nawet siedzenie w domu z małym dzieckiem nie przeszkadzało specjalnie. Oczywiście do czasu. Ale tu pomogło hobby i kilka godzin wieczorem, które spędzałam na tworzeniu. Moje prace nie były super piękne, dlatego ich nie pokazuje, ale w tedy liczyło się to, że mam gdzie uciec. Po 3 latach zdecydowałam, się wrócić do pracy. I znów w pierwszym miesiącu pracy dowiedziałam, się że jestem w ciąży. Szczęście numer dwa, jest już na świecie, a ja dalej siedzę w domu. Tylko teraz od razu stwierdziłam, że muszę szybko wrócić do pracy i prawie natychmiast zaczęłam się doskonalić. I tu zaczynają się schody. Bo jestem MAMĄ.
W słownikach, do których zajrzałam nie ma jasno opisanej definicji tego zawodu. Wpisując w googlach , wyskakuje wiele informacji. Wszystkie dotyczą blogów i innych matek, które opisują ich codzienne przeprawy, związane z wychowywaniem dzieci. W terminologii socjologicznej istnieje takie sformułowanie jak Rola Matki. Definicji nie będę pisać, bo nie ma potrzeby. Każda matka , wie jaka jest jej rola w zajmowaniu się dzieckiem . To od niej zależy przyszłość jej dziecka. Owszem geny są też ważne, ale dzieci są tak zbudowane, że przykład biorą z dorosłych. Na początku z nas samych, a później ze swoich idoli. Tak jest to skonstruowane i nie ma co nad tym dywagować. Mnie chodzi o ten zawód, który wykonuje a do którego nie mam żadnego przeszkolenia. Ja wiem, że to co napisze, może niektórych zbulwersować, ale tak to już we mnie siedzi, że nie mam siły walczyć o bycie cicho.
Według moich spostrzeżeń MAMY, można podzielić na trzy wielkie grupy. To do ,której się należy zależy tylko i wyłącznie od nas samych.
Pierwsza grupa to grupa Super Mamuś. Są to takie Mamusie, które poświęcają wszystko dla dziecka. Dzieckiem i dla niego, żyją. Ja nie przypisuję specjalnie kto do niej należy. To zależy od nas samych.
Druga grupa to NieMamusie. Takie które nie chcą mieć dzieci i nawet jak je mają to ich nie chcą. Nie sypcie na mnie gromów. Wiemy ,że takie są i tyle.
Trzecia grupa to po prostu grupa MAM. Takich które i kochają swoje dzieci i siebie. Ja się do niej zaliczam, dlatego ciągle mam ze sobą konflikt. Bo z jednej strony chce dla moich dzieci wszystkiego co najlepsze i poświęcam im każdą wolną chwilkę. Ale też chciałbym mieć troszkę chwilek dla siebie. Nie po to by iść do kina czy na zakupy. Ale po to by malować, tworzyć, działać. Znam takie MAMY, którym się to udaje, i bardzo im zazdroszczę. Albo moje dzieci są jeszcze za małe, albo ja jestem słabo zorganizowana. Na razie trwam przy nich w chorobie i od zmysłów odchodzę, jak widzę jak cierpią. Zwłaszcza mój mały synek.

Staram się, robić jak najwięcej. Teraz jak mały śpi, będę malować kilka karteczek okolicznościowych. Zbliżają się Święta Wielkanocy i chciałam pokazać Wam to czym chcę się zajmować. Może, przy odrobinie organizacji i lepszym zarządzaniu czasem uda mi się osiągnąć to o czym marzę całym sercem. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy, starego początek

Codziennie w mojej głowie powstaje tysiące tekstów. Każdy jest dla mnie ważny, tylko niestety czasu brakuje, by je wszystkie spisać. Czasami chciałabym mieć w głowie mały edytor tekstów, który by je wszystkie spisał i zapamiętał. Dlatego mój brudnopis „Rysiek”, jest prawie pusty.








Już tradycją u mnie stało się, zaczynanie od lutego (w styczniu kończę zaległe jeszcze sprawy), dlatego Witam Was W Nowym Roku J Na początku takiego Nowo Rocznego wpisu, większość „blogowiczów”, pisze podsumowanie roku. Ja też zrobiłam sobie takie małe podsumowanie i nie wyszło ono zbyt zachęcająco. Albo ja się robie coraz wolniejsza, albo się za mało staram. Dochodzę do wniosku, że większość roku przespałam, a prawie wszystkie moje sukcesy dotyczą rozwoju moich dzieci. Niektórzy byli by bardzo dumni (ja z dzieci jestem, ale nie o taką dumę mi chodzi), ale w tym wszystkim jakoś mało mnie jest. Dlatego w tym roku postanowiłam dać więcej sobie i mojemu własnemu rozwojowi. Czas się obudzić i wziąć do roboty J Styc…

Pestki Dyni

Przygotowując się do suszenia pestek z dyni, znalazłam wiele wzmianek o tym, że dynia Hokkaido - a właściwie jej pestki - nie nadają się na ten przysmak, zimowych wieczorów. Nie było natomiast zbyt wiele informacji , dlaczego się NIE nadaje. Postanowiłam sama to sprawdzić.
Robiąc pure dyniowe (http://www.mojewypieki.com/post/puree-z-dyni) postanowiłam odłożyć troszkę pestek i wysuszyć je na kaloryferze. Po dwóch dniach miałam efekt.

Pestki oczywiście pięknie wyglądały, ale.... były kruche i nie miały, cóż, samej pestki. Trudno to właściwie opisać, gdyż po wysuszeniu została sama skórka a w środku była tylko wyschnięta bibułka. Dlatego szkoda czasu na suszenie pestek z dyni Hokkaigo. Wierzcie, mi więcej jest do zjedzenia jak spróbujecie jej pestek, na surowo. Nie byłabym sobą gdybym Wam nie pokazała jak wyglądają pestki z innej dyni, tym razem makaronowej :) Pychota