Przejdź do głównej zawartości

Jak feniks z popiołów

 Dawno mnie nie było.

Coś ponad 9 miesięcy. Winny się tłumaczy ale moja nieobecność była spowodowana właśnie dziewięciomiesięcznym , powiększającym się ciężarem, który teraz ma prawie 3 miesiące.



Od zawsze coś planowałam. Nie żebym była jakoś specjalnie poukładana. Raczej po to by usystematyzować moje zakręcone  JA. Najpierw były plany dotyczące odrabiania lekcji. Już wracając ze szkoły robiłam listę obowiązkowych prac domowych, gdyż istniało prawdopodobieństwo, że o czymś zapomnę. Jak się tej listy trzymałam to potrafiłam się ze wszystkim wyrobić do 19. Wyczyn. Cały eksperyment trwał miesiąc. Potem wróciłam do robienia na ostatnią chwilę, i trenowałam kreatywność :). Gdy poznałam mojego męża, jeszcze nie męża, okazało się że jest baaaaardzo poukładany i wszystko ma jakoś tam zaplanowane. Może i planów nie robił, ale jego głowa miała taki specjalny pojemniczek na plany więc nie musiał nic zapisywać. Dzięki niemu to moje zakręcenie troszkę przystopowało, w każdym razie on planował a ja korzystałam. Nie niszczyłam środowiska używając papieru na bezsensowne plany, które i tak kończyły swój żywot w koszu. Tuż przed zajściem w pierwszą ciążę zaplanowałam sobie, założenie firmy i inne rzeczy z nią związane. Szczęśliwa zaczęłam realizować moje plany. Kilka tygodni później plany wzięły w łeb, bo dowiedziałam się o ciąży. Cóż co się odwlecze to nie uciecze – jak mawiała moja babcia. Znów zaczęłam żyć chwilą i byłam z tego bardzo szczęśliwa. Zamiłowanie do robótek ręcznych, dawało mi poczucie spełnienia i chciałam się dalej rozwijać. Postanowiłam zrobić plan……na przyszłość. I w tym miejscu, mały chochlik , nie wiem skąd, postanowił znów moje plany zweryfikować, w ten sam sposób co wcześniej. Tylko teraz mam małego Szymcia J. Jestem szczęśliwa i to bardzo.


 Moje maluchy
  Dopiero teraz wracam do mojej działalności twórczej, gdyż przez całą ciąże miałam jakiś nieokreślony brak zapału i chęci do rękodzieła. Rano, gdy zostaję razem z moim synkiem, wyciągam farby pędzle, kleje, serwetki i lakiery. Tworzę. Uczę się nowych rzeczy. 
wielozadaniowość
lepimy pierogi


mały motylek

Pokazuje córeczce świat sztuki . Żyję :) lub też odżywam. Mam też plany, tylko ich nie spisuję bo się boję…. Że nie wypalą. A ja nie chce znów odsuwać moich planów na inną przyszłość. Kiedyś przestaje mnie interesować.
nowe hobby

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy, starego początek

Codziennie w mojej głowie powstaje tysiące tekstów. Każdy jest dla mnie ważny, tylko niestety czasu brakuje, by je wszystkie spisać. Czasami chciałabym mieć w głowie mały edytor tekstów, który by je wszystkie spisał i zapamiętał. Dlatego mój brudnopis „Rysiek”, jest prawie pusty.








Już tradycją u mnie stało się, zaczynanie od lutego (w styczniu kończę zaległe jeszcze sprawy), dlatego Witam Was W Nowym Roku J Na początku takiego Nowo Rocznego wpisu, większość „blogowiczów”, pisze podsumowanie roku. Ja też zrobiłam sobie takie małe podsumowanie i nie wyszło ono zbyt zachęcająco. Albo ja się robie coraz wolniejsza, albo się za mało staram. Dochodzę do wniosku, że większość roku przespałam, a prawie wszystkie moje sukcesy dotyczą rozwoju moich dzieci. Niektórzy byli by bardzo dumni (ja z dzieci jestem, ale nie o taką dumę mi chodzi), ale w tym wszystkim jakoś mało mnie jest. Dlatego w tym roku postanowiłam dać więcej sobie i mojemu własnemu rozwojowi. Czas się obudzić i wziąć do roboty J Styc…

Pestki Dyni

Przygotowując się do suszenia pestek z dyni, znalazłam wiele wzmianek o tym, że dynia Hokkaido - a właściwie jej pestki - nie nadają się na ten przysmak, zimowych wieczorów. Nie było natomiast zbyt wiele informacji , dlaczego się NIE nadaje. Postanowiłam sama to sprawdzić.
Robiąc pure dyniowe (http://www.mojewypieki.com/post/puree-z-dyni) postanowiłam odłożyć troszkę pestek i wysuszyć je na kaloryferze. Po dwóch dniach miałam efekt.

Pestki oczywiście pięknie wyglądały, ale.... były kruche i nie miały, cóż, samej pestki. Trudno to właściwie opisać, gdyż po wysuszeniu została sama skórka a w środku była tylko wyschnięta bibułka. Dlatego szkoda czasu na suszenie pestek z dyni Hokkaigo. Wierzcie, mi więcej jest do zjedzenia jak spróbujecie jej pestek, na surowo. Nie byłabym sobą gdybym Wam nie pokazała jak wyglądają pestki z innej dyni, tym razem makaronowej :) Pychota

Matką być

Od jakiegoś czasu, moje dzieci na zmianę , lub jedno po drugim , chorują . Ponieważ moim głównym zawodem, od kilku już lat, jest zawód szumnie zwany MAMA, nie pozostaje mi nic innego jak siedzieć z nimi i trwać przy nich w tej ciężkiej sytuacji. Ciężkiej nie tylko dla nich ,ale również dla nas, rodziców. Zresztą według niektórych osób, nie powinnam mieć innych zainteresowań jak dzieci i dom, więc w czym problem? Ale wracając do mojego zawodu….,w sumie nie tylko mojego ,bo MAM znam bardzo dużo a jeszcze więcej nie znam i nigdy nie poznam, ale podejrzewam ,że jest też grupa takich jak ja, które próbują połączyć wszystko do kupy i stosują wielozadaniowość. Proszę nie mylić tego z Perfect Housewife, bo do perfekcyjności jest mi baaardzo daleko. Albo gotuje, albo sprzątam. Nie umiem robić tego wszystkiego jednocześnie. Dla mnie wielozadaniowość, kojarzy się bardziej z próbą bycia dobrą mamą i próbą stworzenia czegoś swojego. Zawodów, których się wyuczyłam i czasami w nich pracuje jest kilka…