piątek, 23 października 2015

Jak feniks z popiołów

 Dawno mnie nie było.

Coś ponad 9 miesięcy. Winny się tłumaczy ale moja nieobecność była spowodowana właśnie dziewięciomiesięcznym , powiększającym się ciężarem, który teraz ma prawie 3 miesiące.



Od zawsze coś planowałam. Nie żebym była jakoś specjalnie poukładana. Raczej po to by usystematyzować moje zakręcone  JA. Najpierw były plany dotyczące odrabiania lekcji. Już wracając ze szkoły robiłam listę obowiązkowych prac domowych, gdyż istniało prawdopodobieństwo, że o czymś zapomnę. Jak się tej listy trzymałam to potrafiłam się ze wszystkim wyrobić do 19. Wyczyn. Cały eksperyment trwał miesiąc. Potem wróciłam do robienia na ostatnią chwilę, i trenowałam kreatywność :). Gdy poznałam mojego męża, jeszcze nie męża, okazało się że jest baaaaardzo poukładany i wszystko ma jakoś tam zaplanowane. Może i planów nie robił, ale jego głowa miała taki specjalny pojemniczek na plany więc nie musiał nic zapisywać. Dzięki niemu to moje zakręcenie troszkę przystopowało, w każdym razie on planował a ja korzystałam. Nie niszczyłam środowiska używając papieru na bezsensowne plany, które i tak kończyły swój żywot w koszu. Tuż przed zajściem w pierwszą ciążę zaplanowałam sobie, założenie firmy i inne rzeczy z nią związane. Szczęśliwa zaczęłam realizować moje plany. Kilka tygodni później plany wzięły w łeb, bo dowiedziałam się o ciąży. Cóż co się odwlecze to nie uciecze – jak mawiała moja babcia. Znów zaczęłam żyć chwilą i byłam z tego bardzo szczęśliwa. Zamiłowanie do robótek ręcznych, dawało mi poczucie spełnienia i chciałam się dalej rozwijać. Postanowiłam zrobić plan……na przyszłość. I w tym miejscu, mały chochlik , nie wiem skąd, postanowił znów moje plany zweryfikować, w ten sam sposób co wcześniej. Tylko teraz mam małego Szymcia J. Jestem szczęśliwa i to bardzo.


 Moje maluchy
  Dopiero teraz wracam do mojej działalności twórczej, gdyż przez całą ciąże miałam jakiś nieokreślony brak zapału i chęci do rękodzieła. Rano, gdy zostaję razem z moim synkiem, wyciągam farby pędzle, kleje, serwetki i lakiery. Tworzę. Uczę się nowych rzeczy. 
wielozadaniowość
lepimy pierogi


mały motylek

Pokazuje córeczce świat sztuki . Żyję :) lub też odżywam. Mam też plany, tylko ich nie spisuję bo się boję…. Że nie wypalą. A ja nie chce znów odsuwać moich planów na inną przyszłość. Kiedyś przestaje mnie interesować.
nowe hobby