piątek, 20 listopada 2015

Zasady życia z dziećmi

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce……
Żyła sobie kobieta, która myślała że uda jej się pogodzić pracę, wychowywanie dzieci, ogarnąć dom i jeszcze mieć hobby (albo kilka). Po okresie przygotowań i prób wdrożenia powyższego planu, Kobieta darowała sobie bycie Perfekcyjną Panią Domu. Przecież jak się sprząta raz w tygodniu to i tak po godzinie dom wraca do stanu naturalnego (czyli brudnego-tak jak lubi).  Hobby okazało się rzeczą abstrakcyjną – No jak to mamo nie pobawisz się ze mną? Choć ja wolę to:
Zosia-Tosia: Mamo pobawisz się ze mną?
Mama: Tak już kochanie , Anie wolałabyś porysować ze mną?
ZT: Nie. Choć mama, bądź moją koleżanką.
Cóż, zostałam koleżanką mojej córki i razem z nią gotowałam obiadki dla lalek. Szkoda, że ten dla nas nie powstał. Przynajmniej zaoszczędzę na siłowni , bo jak się nie je, to się nie tyje. Jeśli chodzi o  wychowywanie dzieci, to dziękuję za twór zwany Przedszkolem. Do 15,00 starsze dziecko wychowuje się w przedszkolu, a od 15 razem z „koleżanką mamą ” gotuje obiadki dla lalek. A praca?
Na razie pozostaje w sferze marzeń . Może kiedyś…. Zwłaszcza teraz. Pisałam już że życie weryfikuje nasze plany i nie należy nic z góry zakładać.  Każdy rodzic , minimum 2 dzieci, wie co to jest zarządzanie kryzysowe i każdy z nas zna pierwszą zasadę bycia rodzicem:
„Niezależnie jakbyś się starał i czego spodziewał, wszystko i tak pójdzie źle i w całkowicie innym kierunku, niż sądziłeś”.
To nie ja napisałam, tudzież wymyśliłam. Są to słowa z książki Pana Leszka K. Talko – Dziecko dla odważnych. Serdecznie zachęcam Was do przeczytania.  Świetnie się ją czyta i naprawdę poprawia humor rodzicom. Tym, który starają się o dziecko też polecam. To co jest tam napisanie to czysta prawda. Może i nie każde dziecko jest tak pomysłowe, żywiołowe i twórcze jak dzieci Pana Taklo, ale każde ma zadatki na takiego małego ancymona.  Ja na przykład myślałam, że moja mała córcia raczej należy to tych grzecznych, a tu się okazuje ,że jednak nie. Nie dalej jak wczoraj, mój mały Bączek płakał. Małe Bączki płaczą bo są głodne, chcą do mamy lub chcą coś innego. To wiemy jako rodzice i dorośli. Natomiast Zosia jako mały człowiek , któremu się przeszkadza w oglądaniu bajki postanowiła go uciszyć. Wiedząc już że krzykiem nic nie zadziała na małego Bączka – bo ten jej po prostu nie słyszy- stwierdziła że trzeba go zatkać. Jak też pomyślała, tak też zrobiła. W ostatniej minucie zobaczyłam jak wpycha mu do gardła skarpetkę. Przecież jak go zatka to on się zamknie. Skarpetkę wyjęłam, a jej starałam się wytłumaczyć , że nie wolno robić takich rzeczy. Zobaczymy na ile, to do niej dotarło dopiero po jakimś czasie. 

A wracając do tematu zasad rodzicielskich i planów galaktycznych.  Ostatnie dni zamiast pracować, siedziałam „w Internecie” i szukałam informacji na temat postępowania z dziećmi niedosłyszącymi. Piszę o tym, bo wiem że od tej pory życie moje i moich bliskich, będzie musiało ulec przeobrażeniu. Mój mały Bączek ma wadę słuchu . Nie wiemy jeszcze jaką i na ile słyszy, a na ile nie. Będziemy po kolei realizować badania, załatwiać lekarzy, sprawy urzędowe i inne takie. Dlatego też moja praca choć miała być suuuuper  wydajna  i kreatywna , teraz będzie się musiała ograniczać do kilku chwil. Koleżanka mnie pociesza, że w problemach człowiek jest bardziej kreatywny, zwłaszcza taki, który kreatywnością zajmuje się na co dzień.  Dlatego też, nie zamierzam się poddawać. Zaczęłam kilka projektów i chcę je doprowadzić do końca. Jak mawia moja babcia .Co nas nie zabije to nas wzmocni.
łapiąc chwilę 

Smash dla Zosi

piątek, 23 października 2015

Jak feniks z popiołów

 Dawno mnie nie było.

Coś ponad 9 miesięcy. Winny się tłumaczy ale moja nieobecność była spowodowana właśnie dziewięciomiesięcznym , powiększającym się ciężarem, który teraz ma prawie 3 miesiące.



Od zawsze coś planowałam. Nie żebym była jakoś specjalnie poukładana. Raczej po to by usystematyzować moje zakręcone  JA. Najpierw były plany dotyczące odrabiania lekcji. Już wracając ze szkoły robiłam listę obowiązkowych prac domowych, gdyż istniało prawdopodobieństwo, że o czymś zapomnę. Jak się tej listy trzymałam to potrafiłam się ze wszystkim wyrobić do 19. Wyczyn. Cały eksperyment trwał miesiąc. Potem wróciłam do robienia na ostatnią chwilę, i trenowałam kreatywność :). Gdy poznałam mojego męża, jeszcze nie męża, okazało się że jest baaaaardzo poukładany i wszystko ma jakoś tam zaplanowane. Może i planów nie robił, ale jego głowa miała taki specjalny pojemniczek na plany więc nie musiał nic zapisywać. Dzięki niemu to moje zakręcenie troszkę przystopowało, w każdym razie on planował a ja korzystałam. Nie niszczyłam środowiska używając papieru na bezsensowne plany, które i tak kończyły swój żywot w koszu. Tuż przed zajściem w pierwszą ciążę zaplanowałam sobie, założenie firmy i inne rzeczy z nią związane. Szczęśliwa zaczęłam realizować moje plany. Kilka tygodni później plany wzięły w łeb, bo dowiedziałam się o ciąży. Cóż co się odwlecze to nie uciecze – jak mawiała moja babcia. Znów zaczęłam żyć chwilą i byłam z tego bardzo szczęśliwa. Zamiłowanie do robótek ręcznych, dawało mi poczucie spełnienia i chciałam się dalej rozwijać. Postanowiłam zrobić plan……na przyszłość. I w tym miejscu, mały chochlik , nie wiem skąd, postanowił znów moje plany zweryfikować, w ten sam sposób co wcześniej. Tylko teraz mam małego Szymcia J. Jestem szczęśliwa i to bardzo.


 Moje maluchy
  Dopiero teraz wracam do mojej działalności twórczej, gdyż przez całą ciąże miałam jakiś nieokreślony brak zapału i chęci do rękodzieła. Rano, gdy zostaję razem z moim synkiem, wyciągam farby pędzle, kleje, serwetki i lakiery. Tworzę. Uczę się nowych rzeczy. 
wielozadaniowość
lepimy pierogi


mały motylek

Pokazuje córeczce świat sztuki . Żyję :) lub też odżywam. Mam też plany, tylko ich nie spisuję bo się boję…. Że nie wypalą. A ja nie chce znów odsuwać moich planów na inną przyszłość. Kiedyś przestaje mnie interesować.
nowe hobby

poniedziałek, 2 lutego 2015

Czas leci nieubłaganie

Grudzień mnie troszkę przerósł . Nie z powodu nawału pracy, tej jest zawsze dużo. Raczej z braku sił spowodowanego występowaniem w osobie mnogiej. Po prostu nie było mowy o tym, żeby siedzieć do późna-sen był silniejszy. Dlatego chciałam Wam pokazać to co udało mi się stworzyć aż do dziś










Mam nadzieję że się Wam spodobają :) .Teraz będę musiała troszkę zwolnić z rękodziełem gdyż jestem w trakcie przeprowadzki poza tym mój stale powiększający się brzuch też nie za bardzo lubi farby akrylowe.