Przejdź do głównej zawartości

szperaczo-zbieraczo-składowacz

Ponieważ jako blogerka jestem totalnym laikiem, więcej czasu zajmuje mi nauka obsługi programu, niż samo pisanie. Dziś chciałam Wam pokazać te moje pierwsze prace, o których pisałam wcześniej. Na początek zabawka dla małego Robina. Taki nietypowy Metkowiec.
Trochę początkowego decoupage'u. Początkowego i właściwie tak na żywioł robionego. Pomysł był, a instrukcje znalazłam w internecie.
I farbki. To dzięki Paulinie Kielar www.artysto-tworz-nie-gadaj.blogspopt.com i jej "Malowanego świata" Małej sztuki .
Na koniec zdjęcie mojego ptaka, jak go określiła pewna Pani Grażynka. Robiłam go cały miesiąc. To znaczy składałam elementy przez miesiąc. Samo złożenie Łabędzia zajęło 1 godzinkę.

Ostatnio w "Mollie Potrafi" przeczytałam artykuł o wiele mówiącym tytule "Oda do twórczej obsesji". czyli o artystycznym chomikowaniu. Cóż..... ja też jestem takim rękodzielniczym chomikiem. Uwielbiam zbierać takie małe, artystyczne cudeńka, które kiedyś mogą ale nie muszą, przydać mi się do jakiegoś projekciku. Mój mąż na razie nie krzyczy, ale ja swoje skarby chowam tak żeby nikt ich nie widział. Przecież wszystko się przyda. I tak na przykład, cały kufer naszej salonowej sofy, zapewniony jest (nie)potrzebnymi materiałami. Dopiero od maja mam maszynę do szycia. Cóż jak znajdę czas to na pewno coś uszyję. Jako szperaczo-zbieraczo-składowacz, mam też taką niechcianą, przeze mnie, wadę. Czasami nie udaje mi się dokończyć moich projekcików-oczywiście tylko tych, które robię dla siebie. Dlatego też postanowiłam podzielić się z Wami tym co obecnie jest u mnie na tapecie. Wtedy będę miała dodatkową motywację żeby dzielić się z Wami moimi skończonymi pracami. Teraz na przykład robię drewnianą zakładkę do książek, oraz worek na klocki dla mojej Zosi. W planach mam również zrobienie pudełka, dla mojej nienarodzonej chrześnicy i obrazy ścienne dla kochanych bliźniaków. Jak tylko je skończę to od razu umieszczę na blogu. Pozdrawiam Was cieplutko i miłego weekendu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nowy, starego początek

Codziennie w mojej głowie powstaje tysiące tekstów. Każdy jest dla mnie ważny, tylko niestety czasu brakuje, by je wszystkie spisać. Czasami chciałabym mieć w głowie mały edytor tekstów, który by je wszystkie spisał i zapamiętał. Dlatego mój brudnopis „Rysiek”, jest prawie pusty.








Już tradycją u mnie stało się, zaczynanie od lutego (w styczniu kończę zaległe jeszcze sprawy), dlatego Witam Was W Nowym Roku J Na początku takiego Nowo Rocznego wpisu, większość „blogowiczów”, pisze podsumowanie roku. Ja też zrobiłam sobie takie małe podsumowanie i nie wyszło ono zbyt zachęcająco. Albo ja się robie coraz wolniejsza, albo się za mało staram. Dochodzę do wniosku, że większość roku przespałam, a prawie wszystkie moje sukcesy dotyczą rozwoju moich dzieci. Niektórzy byli by bardzo dumni (ja z dzieci jestem, ale nie o taką dumę mi chodzi), ale w tym wszystkim jakoś mało mnie jest. Dlatego w tym roku postanowiłam dać więcej sobie i mojemu własnemu rozwojowi. Czas się obudzić i wziąć do roboty J Styc…

Pestki Dyni

Przygotowując się do suszenia pestek z dyni, znalazłam wiele wzmianek o tym, że dynia Hokkaido - a właściwie jej pestki - nie nadają się na ten przysmak, zimowych wieczorów. Nie było natomiast zbyt wiele informacji , dlaczego się NIE nadaje. Postanowiłam sama to sprawdzić.
Robiąc pure dyniowe (http://www.mojewypieki.com/post/puree-z-dyni) postanowiłam odłożyć troszkę pestek i wysuszyć je na kaloryferze. Po dwóch dniach miałam efekt.

Pestki oczywiście pięknie wyglądały, ale.... były kruche i nie miały, cóż, samej pestki. Trudno to właściwie opisać, gdyż po wysuszeniu została sama skórka a w środku była tylko wyschnięta bibułka. Dlatego szkoda czasu na suszenie pestek z dyni Hokkaigo. Wierzcie, mi więcej jest do zjedzenia jak spróbujecie jej pestek, na surowo. Nie byłabym sobą gdybym Wam nie pokazała jak wyglądają pestki z innej dyni, tym razem makaronowej :) Pychota

Matką być

Od jakiegoś czasu, moje dzieci na zmianę , lub jedno po drugim , chorują . Ponieważ moim głównym zawodem, od kilku już lat, jest zawód szumnie zwany MAMA, nie pozostaje mi nic innego jak siedzieć z nimi i trwać przy nich w tej ciężkiej sytuacji. Ciężkiej nie tylko dla nich ,ale również dla nas, rodziców. Zresztą według niektórych osób, nie powinnam mieć innych zainteresowań jak dzieci i dom, więc w czym problem? Ale wracając do mojego zawodu….,w sumie nie tylko mojego ,bo MAM znam bardzo dużo a jeszcze więcej nie znam i nigdy nie poznam, ale podejrzewam ,że jest też grupa takich jak ja, które próbują połączyć wszystko do kupy i stosują wielozadaniowość. Proszę nie mylić tego z Perfect Housewife, bo do perfekcyjności jest mi baaardzo daleko. Albo gotuje, albo sprzątam. Nie umiem robić tego wszystkiego jednocześnie. Dla mnie wielozadaniowość, kojarzy się bardziej z próbą bycia dobrą mamą i próbą stworzenia czegoś swojego. Zawodów, których się wyuczyłam i czasami w nich pracuje jest kilka…